„Pamiętniki z wakacji cz.2″

GR23

Przechodzę obecnie kolejne stadium każdego podróżniczego entuzjasty – syndrom wytęskiwacza. Nie zależnie czy z plecakiem na dziko, czy z walizką w hotelu, zapada na to każdy kto choć raz poczuł przyjemność odkrywania. Objawy dosyć typowe, trudności w przebywaniu w jednym miejscu dłużej niż tydzień, ciągłe wyszukiwanie ofert last minute, maniakalne wertowanie zdjęć i przewodników, obsesja pakowania. Zalecenia? Wytrwać do kolejnego wyjazdu!
Czytaj dalej

Spotkanie warszawskich blogerek

10629503_10204819793115618_4722849803323877843_oJak każda kobieta wychodzę z założenia, że babskie spędy są zwyczajnie wpisane w naszą naturę i nie można się bez nich obejść. Spotkanie blogerek to wzmożona frajda, bo kto zrozumie lepiej niż blogerka blogerkę?  Tym razem o nową koncepcję wydarzenia zadbały Patrycja, Aga i Karolina. Oprócz plotek i kawy, w Agencji Whites odbyły się warsztaty poświęcone fotografii, wizażowi i marketingowi, czyli wszystkiemu co sprawi, że blogowanie stanie się jeszcze efektywniejsze!
Czytaj dalej

Mamma mia

GR2
Po chwilowej separacji, odnajdujemy się na nowo – ja i moje blogowanie. Wracam, chociaż chwilowo wciąż w klimacie wakacyjnym. Usilnie próbuję nie poddać się nadchodzącej jesieni, stosuję najlepszy patent z możliwych – kurację zdjęciową, przez co nie schodzę na ziemię, pozostaję na mojej idealnej wyspie. A znaleźć taką nie jest łatwo, bo poszukiwań było sporo. Sprawy nie ułatwia romantyczna natura, która wyrywa się przed szereg, bo ma być rajsko, ale najlepiej w Europie, dziko, ale żeby możliwie dało się dojechać i w końcu ciepło i kolorowo. Jak się jednak okazuje, wystarczyła mi jedynie Meryl Streep i piosenki Abby na ekranie, aby odkryć właśnie takie miejsce – greckie Skopelos czyli wyspę „Mamma mia”!
Nie doceniam prawdziwie turystycznych klimatów, licznych budek z kebabem i głośnych imprezowni do rana, zamieniam to na puste, dzikie plaże i lazurowe morze. Chowam moją starannie przemyślaną, wyjazdową garderobę i przerzucam się na wszystko co zwiewne i swojskie. Zjeżdżam wyspę w poszukiwaniu kadrów z filmu i piszę swoją własną „Mamma mię”.
*Aby pozostawić choć odrobinę trzeźwości umysłu, dozuję sobie przyjemności, wstawiam wspomnienia z rajskiej wyspy na raty, czekajcie na więcej!

Czytaj dalej

I workout!

sporty26Długo mi zajęło zanim zdałam sobie sprawę, że bieganie, które do niedawna dostarczało mi jedynie bólu łydek, faktycznie sprawia mi wielką frajdę. Usunęłam licznik kalorii, przypominający, że do spalenia wszystkiego na co mam ochotę musiałabym nieskończenie biegać przez co najmniej tydzień. Wyłączyłam frustrujący głos aplikacji, popędzający mnie w najmniej korzystnym momencie. W końcu zaczęłam biegać sama dla siebie i wierzcie mi, że auto-motywacja działa najlepiej! Czytaj dalej

Freckles time!

IMG_9970

Zaliczam się do tych wyjątkowych przypadków, które nawet w temperaturze 30C, będąc w krajach afrykańskich nabierają minimalnej opalenizny i to zauważalnej dopiero w ostatni dzień wyjazdu. No cóż, tłumaczę sobie, że to dar natury, którym cieszą się nieliczni, a wynagrodzeniem za niezmieniający się kolor „beżowy” ma być wiecznie młoda skóra.  To by zupełnie wystarczyło jeżeli chodzi o moją wyjątkowość w odniesieniu do karnacji…Tak się jednak składa, że zamiast wyczekiwanej przeze mnie opalenizny, która jak na przekór pojawiać się nie chce, pojawiają się piegi. Mam wrażenie, że za wszelką cenę próbują mnie uszczęśliwić, chociaż stawiam się im, maskując okolice nosa wszelkimi, możliwymi sposobami. Ich wszędobylstwo nie zna granic, bezczelnie rozprzestrzeniają się po każdym opalaniu. W związku z tym, że to jednak jedyny, wyraźnie zauważalny u mnie atrybut lata, tego roku się nie zrażam, rezygnuje z sezonu opalania i z pełną dojrzałością otwieram na czas piegowania!
Czytaj dalej

Sunday casual.

387

Jak niedziela, to w kolejnym wydaniu miejskiego luzu. To już co sezonowa tradycja, że poszukuję idealnych białych trampek, które pasują do każdej codziennej stylizacji. Ich „nieszczęsne” dopasowywanie się do wszystkiego niestety tylko skraca ich żywot, w rezultacie kończą się po miesiącu, wznawiając moje poszukiwania. Tym razem nie było mniej problemowo, po przejściach z otarciami, złymi rozmiarami, zabarwieniami, w końcu mam nadzieję, że znalazłam model doskonały! Udanej niedzieli!
Czytaj dalej

All in stripes.

055Uwielbiam pełne rozkwitu wiosny miasto. Włącza się wówczas we mnie „casualowy” styl bycia, połączony z trybem miejskiego szwędactwa – niepozwalający mi wrócić do domu wcześniej niż na noc. Kieruję się wtedy całkowitą swobodę ubioru, co pozwala najlepiej wczuć się w klimat miasta. To chyba też najbardziej stylizacyjnie barwny czas, kiedy zupełnie nic nie jest wymuszone (chociażby przez pogodę), a interpretacja wiosennego stylu przejawia się na wszelakie sposoby.
Czytaj dalej

Be active!

PicShellsDomyślam się, że dla niektórych poruszę temat drażliwy, poniekąd męczący od samego czytania, ale w związku z tym, że do lata całkiem blisko najwyższa pora zadbać o sylwetkę! Można powiedzieć, że moja determinacja w uzyskaniu idealnego wyglądu przyjęła postać iście wojskowej dyscypliny. Celem było zrezygnować z tłocznych i dusznych siłowni i podjąć jak największą liczbę zajęć na świeżym powietrzu.  W związku z tym, że sport i dbanie o siebie ma przede wszystkim sprawiać nam przyjemność i dobrą zabawę, a niekiedy łączyć się z wyjściem towarzyskim, poniżej kilka eventów, które łączą wszystkie te niezbędne cechy! Ja na pewno się wybieram a wy? Czytaj dalej

By Dziubeka Jewellery

bydziubeka1Wielokrotnie pisałam o tym jak drobny element może nadać zwyczajnej stylizacji szczególnego charakteru. Unikatowa biżuteria to nie tylko dodatek na wieczór, ale zdecydowanie wyjątkowość na co dzień, do czego sama się stosuję. Szlakiem poszukiwań idealnych dodatków, nie mogłam nie przedstawić wam nowo otwartego stoiska By Dziubeka w gdańskiej Galerii Bałtyckiej. To zdecydowanie jedna z niewielu marek biżuterii, która odpowiada mi na każdą okazję. Od egzotycznej kolorystyki po stonowaną elegancję. Moim zdecydowanym faworytem tej kolekcji okazała się kolia. A wam wpadło coś w oko?
Czytaj dalej

Wild pattern!

20140415-102835.jpg

Wreszcie doczekałam się świątecznej nietykalności. To moja interpretacja Świąt jako neutralnego gruntu, na którym bez konsekwencji zwalniam się ze wszystkiego, do czego zobowiązuję się na co dzień. Nie występuje tu odpowiednik diety, kalorie nie znają  granicy. Stylizacyjne niedopracowanie i wymyślność, wyjątkowo nie budzą u domowników krytyki. Bez zastrzeżeń jest także spanie do południa, po przedawkowaniu domowych nalewek. Pojawiający się dwa razy w roku czas idealny. W związku z tym, że dowolność i stylizacyjna różnorodność w święta wskazana, przedstawiam wam nieco odważny wzór, do którego dopiero niedawno się przekonałam. Co myślicie?
Czytaj dalej